Czar Indonezji – festiwal w Jakarcie

dnia

Podróż do Indonezji na festiwal taneczny była jedną z najważniejszych w moim życiu. Mimo że nie była to moja pierwsza wizyta w Azji, to dopiero tam naprawdę poczułam, jak wiele światów znajduje się na jednej kuli ziemskiej. Od czasu odwiedzenia dwóch wysp: Jawy i Bali, a szczególnie tej drugiej, jeszcze bardziej zapragnęłam podróżowania. Wtedy też pomyślałam o tym, że powinnam podzielić się z innymi tym, czego miałam możliwość doświadczyć, zobaczyć. I tak po kilku latach jesteśmy tutaj – na moim blogu. O Jakarcie opowiem z perspektywy tancerki i turystki.

Fotogaleria: http://www.alicjazell.pl/jakarta-indonezja/

W 2013 roku miałam szczęście wziąć udział w dużym, międzynarodowym festiwalu tanecznym International Folk Dance Festival (IFDF) w Jakarcie na wyspie Jawa. Było to wielkie wydarzenie – festiwal i konkurs taneczny w jednym (zdobyliśmy wysokie, czwarte miejsce!). Scena główna tuż pod narodowym monumentem niepodległości (Monument National), wiele bardzo egzotycznych grup, przemarsz przez główne ulice z występami tanecznymi, warsztaty w szkołach. Oprócz naszej grupy, jedynej z Polski (i najmłodszej), przyjechali tancerze z Rumunii, Austrii, Singapuru, Bułgarii, Korei Południowej, Tajlandii, Bangladeszu i Rosji. Z częścią tych osób miałam okazję się poznać prywatnie, a na pewno ze wszystkimi spotkałam się podczas występów. 

Z tancerzem z Indonezji
Z tancerzem z Indonezji

Życie na festiwalu to wcale nie jest, jak się może wydawać, pozowanie do zdjęć i beztroskie wakacje. Festiwal dla nas, tancerzy, zaczyna się już długo przed wyjazdem, gdy spotykamy się na próbach, by przygotować repertuar dopasowany do wymagań festiwalu – wiemy, ile będziemy mieć występów, w jakim czasie, gdzie, czy jest to występ konkursowy czy może warsztaty z uczniami, jak może wyglądać scena. To wszystko jest bardzo ważne, by móc przygotować plan występów, choreografie, a do tego wybrać stroje, mając na uwadze, że możemy wziąć średnio 2 stroje na głowę – ich ciężar i objętość nie pozwalają na więcej, gdy lecimy samolotem i mamy ograniczenie bagażu. Szczegół, a jednak jakże ważny!

Na samym festiwalu jest jeszcze więcej wyzwań. Zawsze mam wrażenie, że wyjeżdżając na festiwal folklorystyczny,  jadę do bardzo przyjemnej i ciekawej, ale jednak pracy. Bo nasz pobyt ma narzucony plan, mamy rozpisane dni, kiedy jaki występ, o której zbiórka, przejazd, próba, posiłek itd. Często od rana do wieczora jesteśmy poza hotelem, zmieniamy miejsca, raz bierzemy stroje, raz nie. Przed występami robimy własne próby, a gdy jest to ceremonia z udziałem wszystkich grup, mamy jeszcze próby zbiorowe. A kiedy makijaż? Przygotowanie stroju? Jest bardzo mało czasu na sen, a tym bardziej na dodatkowy odpoczynek. Trzeba być zawsze w pełnej gotowości i mieć świeży umysł, by nadążyć za tym tempem. Ale to nie wystarczy – wszystkie te rzeczy trzeba robić z uśmiechem na ustach, zawsze, bo przecież jest się wśród ludzi, którzy chcą nas poznać, oglądać, porozmawiać. A na koniec dnia trzeba mieć jeszcze energię na wieczory międzynarodowe, tańce i rozmowy z nowo poznanymi znajomymi ze świata. Trzeba dać 100% swojej energii, by dobrze i z sukcesem przeżyć festiwal. Szczerze mówiąc – uwielbiam ten stan zawieszenia między światami, bo tak to odbieram. Na jeden festiwal, często w jednym hotelu, zjeżdża się kilkaset osób, które przeważnie łączy pasja do tańca i własnej kultury, spotykamy się w tak egzotycznym składzie i mamy o czym rozmawiać, mamy otwartość, by przez tydzień lub dłużej żyć razem w jednej rzeczywistości – dotychczas obcej dla nas wszystkich, tym razem indonezyjskiej. To niepowtarzalna okazja, by poznać wielu ludzi z kilku krajów na raz. Lubię też oglądać ich występy i ich folklor. Nie raz zapiera to dech w piersiach. Ale niezmiennie jestem też dumna z polskiej kultury, która dla Azjatów jeszcze szczególnie atrakcyjna, bo tak inna. Gdy uczestniczę w festiwalach, mogę nie tylko oglądać folklor, ale i poznać go. Czasem mają miejsce spotkania taneczne, na których uczymy się tańców z innych krajów, albo bierzemy udział w warsztatach. Tym razem mieliśmy okazję nauczyć się jednego z tańców gospodarzy – taniec Saman, który polega na rytmicznym klaskaniu i poruszaniu ciałem, pozostając w jednej pozycji. Wydaje się to proste, a jednak kilkanaście uderzeń rękami jest tak skomplikowane, że dziś nie powtórzyłabym już tego układu. Poza tym, może tego nie widać, ale ta pozycja siedząca jest okropnie niewygodna! 

Biała skóra była atrakcją
Biała skóra była atrakcją

W Indonezji biała skóra i blond włosy były atrakcją. Gdy byliśmy w strojach ludowych, czy kiedy byliśmy ubrani prywatnie, tubylcy zaczepiali nas i chcieli zrobić sobie z nami zdjęcie, bo tak byliśmy dla nich ciekawi! Przed występem przy głównej scenie, gdzie wokół otaczał nas wielki plac ludzi, dziesiątki tych osób przychodziły przed nasze namioty-przebieralnie i prosiły o zdjęcie. To była moja najdłuższa sesja zdjęciowa! (Zdjęcie powyżej)

Miałam również ogromne szczęście należeć do grupy tancerzy, którzy wystąpili razem z reprezentantami innych krajów na jednej scenie w czasie otwarcia i zamknięcia festiwalu. To są tak zwane ceremonie i na tę okazję przygotowana jest specjalna choreografia dla grup. Z racji, że jestem przeważnie najniższa wśród tancerzy, miałam wielki zaszczyt wprowadzać naszą grupę na scenę i tańczyć w pierwszej linii, do dziś wspominam ten moment z sentymentem i zadowoleniem. 

Taniec festiwalowy, fot. Tomasz Pronin
Taniec festiwalowy, fot. Tomasz Pronin

Jakarta to miasto ciekawe, chaotyczne, ogromne, głośne, często brudne, mające zapach spalin. Cała aglomeracja liczy około 30 mln mieszkańców! Do tego 5- czy 6-pasmowe jezdnie, setki motorów, motorków,  aut, a obok tego wozy zaprzęgnięte w osły. W Jakarcie dowiedziałam się, że motor wcale nie jest jedno- czy dwuosobowy. Na jednym skuterze jeździły całe rodziny: np. dwoje rodziców i troje dzieci. Kontrasty były niesamowite, a ruch uliczny po prostu porażał! Pierwszy raz widziałam coś takiego. I pierwszy raz naprawdę bałam się przejść przez ulicę. (Film poniżej)

W tym świecie metropolii nie da się znaleźć pięknych, zielonych parków, ale ludzie chyba nie mogą narzekać na brak miejsca na odpoczynek. Wokół monumentu niepodległości rozpościera się wielki teren parku i deptaków, gdzie mieszkańcy, całe rodziny spędzają czas wolny. Wtedy też kwitnie handel: kolorowe wiązki słodyczy, wata cukrowa, a może jakieś okulary. Obok znajdował się targ, w którym kupcy mieli swoje budki, a tam czuli się wyjątkowo komfortowo i wcale nie stronili od odpoczynku. W ogóle miałam wrażenie, że Jakarta jest brudnym miastem, wystarczy spojrzeć na wodę w kanale albo na wspomniany targ. Dla Eurpejczyków to brud i bieda. Rzeczywiście ci śpiący kupcy, osoby prowadzące zaprzęgnięte wozy, zmarnowani pracą ludzie przewożący ogromne ilości towaru – to dla nas ubóstwo. Ale chyba nie dla Indonezyjczyków. Dla nich to jest codzienność, coś zwykłego i naturalnego, mam wrażenie, że to im nie przeszkadza. To my się użalamy. To raczej my, przyzwyczajeni do standardów Unii Europejskiej nie zjemy przekąski przygotowanej na ulicy, nie rzucimy śmieci w jeden kąt, bo przecież segregacja odpadów itd. Mieszkańcy Jakarty najwyraźniej czują się w swym świecie po prostu swobodnie. 

W pracy
W pracy
Największy meczet w Indonezji
Największy meczet w Indonezji

Indonezja to 17 tysięcy wysp, każda o innym mikroklimacie, innej ludności, innym wyznaniu. Jawa jest wyspą, na której zdecydowanie przeważa islam. Odwiedziliśmy największy w tej części Azji meczet Istiqlal Mosque. Rzeczywiście robi wrażenie. Żeby tam wejść, musieliśmy włożyć specjalne szaty zakrywające większość ciała oraz zdjąć buty. Co ciekawe, naprzeciwko meczetu znajdował się kościół chrześcijański, co ma być znakiem pojednania między religiami. (Zdjęcie powyżej)

Klimat Jakarty jest… wielkomiejski. Chciałam napisać, że wilgotny, równikowy… Ale tak naprawdę nie zwracałam na to większej uwagi, bo w tym miejskim pędzie, między wysokimi na kilkadziesiąt pięter budynkami, w spalinach, ciężko wyczuć klimat. Do czasu aż nie przyjdzie ulewa! Takie krótkie, ale bardzo intensywne opady zdarzają się często. Nam tylko raz przez cały pobyt. Ale jakie to było wydarzenie! Przechodziliśmy tylko kilkanaście metrów z autobusu do hotelu, a już wszyscy byliśmy CAŁKOWICIE mokrzy, po bieliznę! Wtedy zrozumieliśmy, dlaczego tak popularne w Indonezji są japonki, to proste – gdy spadnie taka ulewa, nie trzeba chodzić w mokrych butach! 

Muszę wspomnieć o powszechnych tam taksówkach, motorowerkach, zwanych bajaj [badżaj]. Przejechałam nim bardzo krótką trasę, ale jak wiele radości mi to dało! Towarzyszyła mi w tym Deandra, nasza pilotka, czyli osoba pomagająca grupie odnaleźć się w miejscu festiwalu i czuwająca nad realizacją planu występów, spotkań. Naszym drugim pilotem był Naufal. Oboje byli bardzo miłymi ludźmi, podobnie jak serdeczni uczniowie, z którymi przeprowadziliśmy warsztaty. Na tej podstawie mogę powiedzieć, że mieszkańcy Jakarty są przyjaznymi ludźmi, okazującymi dużo szacunku i obdarzają innych uśmiechem. Z Deandrą utrzymujemy kontakt i niedługo spotkamy się w Europie.

Ciekawym spotkaniem był pokaz produkcji kukiełek, które jak się okazało, są bardzo charakterystyczne i mają za sobą długą tradycję teatrów lalek. Są to kukiełki wybijane i malowane ręcznie na bawolej skórze pobieranej z części grzbietu i specjalnie preparowanej. Stworzenie jednej średniej wielkości kukły zajmuje 2 tygodnie i pochłania dość dużo materiału. Obok zakładu produkcji mieściło się całe muzeum tych lalek, od malutkich, po ogromne, przerastające mnie dwa razy! To piękna i na pewno bardzo trudna sztuka. Na nagraniu widać również, jak wygląda tzw. drzewo życia, czyli wybity w skórze obraz przedstawiający symbolicznie żywioły życia, ma przynosić właścicielom pomyślność.  (Filmik poniżej)

Indonezja to świat jeszcze przeze mnie nieodkryty, to była tylko namiastka. Chciałabym tam wrócić, szczególnie na Bali, które opiszę w osobnym tekście, a ponadto zobaczyć jeszcze więcej wysp. Ta kultura bardzo mnie inspiruje i ciekawi. Dlatego cieszyłam się, gdy mogłam poznać Indonezyjczyków  np. w czasie Erasmusa. To było dla mnie jak podróż w czasie i przestrzeni. Życzę Wam jeszcze wielu zachwytów i zadziwień w różnych zakątkach świata.

Na dokładkę znalazłam kilka filmików, które w skrócie pokazują, jak wyglądał festiwal, parada i koncerty, zapraszam. https://www.youtube.com/watch?v=LzkC7bHvvCE https://www.youtube.com/watch?v=tP3OjmAAPl8

6 Comments Add yours

  1. Ewa pisze:

    Prawdopodobnie nigdy się tam nie wybiorę, a dzięki Tobie mogłam odkryć kawałek Indonezji. Świetny wpis!

    1. Alicja pisze:

      Dzięki! Nigdy nie mów nigdy! Świat staje się coraz mniejszy i bliższy 🙂

  2. Z jasnymi włosami i białą skórą można się poczuć rozchwytywanym jak gwiazdy! Świetne zdjęcia. Dobrze, że mimo tego, że takie wyjazdy to praca to udaje się też coś przy okazji zobaczyć.

    1. Alicja pisze:

      Wow! Dziękuję za tę uwagę – że to praca! Wiele osób myśli, że to wakacje, a na festiwalach jest naprawdę wyczerpująco i pracowicie!

  3. Agnieszka pisze:

    Naprawdę niecodzienny wpis i niezwykły blog. Dzięki zdjęciom i filmom poczułam się tak, jakbym choć przez chwilę tam była. Podziwiam i zazdroszczę, że możesz łączyć dwie pasje – taniec i podróżowanie. To musi naprawdę wzbogacać! I dodatkowo wzbogacasz nas, czytelników. 🙂

    1. Alicja pisze:

      Wielkie dzięki! Cieszę się, gdy czytam takie komentarze! W lutym wstawię kolejny post z cyklu folklor+podróże. Zapraszam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *