Krótkie wspomnienie Bali

dnia

To była jedna z najważniejszych podróży w moim życiu, pełna inspiracji, wspaniałej kultury hindu, drzew energii, szerokich plaż i stałej temperatury przez całą dobę.

Już pewnie czytałaś/czytałeś moje wrażenia z pobytu w Indonezji na wyspie Jawa, w Jakarcie (http://www.alicjazell.pl/czar-indonezji-festiwal-w-jakarcie/). Po festiwalu tanecznym, w  którym tam uczestniczyłam z Zespołem Tańca Ludowego „Mali Gorzowiacy”, polecieliśmy na własną rękę, oczywiście z wcześniejszym przygotowaniem, na wyspę Bali. Sam fakt wyjazdu był dla mnie niesamowity, wręcz nierealny, ale to pobyt na wyspie okazał się jeszcze bardziej niesamowity. Indonezja była dla moich doświadczeń poznawania świata naprawdę przełomowa i to wtedy poczułam jeszcze większą inspirację do podróżowania, a przede wszystkim chęć do dzielenia się moimi wrażeniami poprzez pisanie. Z czasem wyklarował się pomysł prowadzenia bloga.

Nie będę opisywała bardzo szczegółowo moich wspomnień – chcę tylko rozpocząć opowieść o niezwykłej wyspie Bali, a dokończyć historię na SLAJDOWISKU, które organizuję w Krakowie i serdecznie Cię na nie zapraszam (link). „Zróbmy sobie slajdowisko!” – to moja idea organizowania spotkań w ramach bloga AlicjaZell.pl, na których każdy może podzielić się swoimi przeżyciami z podróży, bo nie trzeba być podróżnikiem ani blogerem, by móc opowiadać o swoich wyjazdach. Czasem brakuje takiej przestrzeni do dzielenia się swoimi doświadczeniami i to właśnie jest moja odpowiedź na taką potrzebę. Zajrzyj na wydarzenie i kliknij, że będziesz, jeśli się zobaczymy! LINK FB

🙂 A poniżej mała migawka – zachęta.

Wylądowaliśmy w Denpasar i zostaliśmy powitani przez naszego przewodnika o typowo indonezyjskich rysach twarzy i wspaniale brązowym kolorze skóry – naprawdę piękny typ urody! Miał na sobie charakterystyczne, wzorzyste ubranie i przewiązaną nad czołem chustkę (później wytłumaczył nam jej znaczenie). Od razu urzekał jego serdeczny uśmiech! Kilka kobiet założyło każdemu z nas sznur z kwiatami plumerii na szyję. Nie, to nie była bajka – taką usługę się po prostu wykupuje przy rezerwacji wycieczki, ale na miejscu robi to bardzo miłe wrażenie. Bardzo spodobał mi się klimat, mimo wszystko inny niż na Jawie, było gorąco, wilgotno i pachnąco, pachniało zielenią. Pierwsza przejażdżka (do hotelu) odbyła się, jak się można było spodziewać, kolorowym busem bez okien – to było świetne!

Pierwsza przejażdżka na Bali, fot. Maria Szupiluk
Pierwsza przejażdżka na Bali, fot. Maria Szupiluk
Surfowanie na Bali, fot. Tomasz Pronin
Surfowanie na Bali, fot. Tomasz Pronin

Zwiedziliśmy, jak się wydaje na pierwszy raz, najważniejsze miejsca: Tanah Lot, małpi gaj, Kutę, widzieliśmy jeden z wulkanów, plantację kawy luwak, zaliczyliśmy kilka plaż… Trzymaliśmy się raczej południowej i centralnej części wyspy. Mimo wszystko byliśmy turystami, a nie podróżnikami. Ja spróbowałam też surfingu po raz pierwszy w życiu, i to nawet z sukcesami. Nie pamiętam, w jakim to było regionie, ale widzieliśmy schodkowe plantacje ryżu na zboczach, kawałek dżungli, tj. lasu równikowego, trzymałam ogromnego nietoperza (to jeszcze osobny temat – atrakcje turystyczne i zwierzęta), a mikołajki (bo był to grudzień) spędziłam na pięknej plaży, opalając się w mocnym słońcu. Mimo wszystko nie widzieliśmy miejsc typowo jak z widokówki, ale nie oczekiwałam tego. Najważniejszym doświadczeń dla mnie było doświadczyć nowej kultury, zupełnie innej niż na Jawie. W Jakarcie większość mieszkańców jest muzułmanami, a tu, na Bali, przeważa hinduizm, który zupełnie inaczej kształtuje tamtejsze życie. Zupełnie inna jest też przez to architektura. Przede wszystkim ludzie sprawiają wrażenie harmonijnych wewnętrznie, radosnych i serdecznych, zawsze uśmiechniętych, ich życie przepełnione jest wierzeniami nt. obecności przodków, mocy roślin i natury. Co dzień składają drobne dary, z tego, co mają – czegoś do jedzenia i kwiatów, i kładą je na podstawkach przed swoimi domami lub przed wejściem do miejsc, w których pracują. Wielkie, stare drzewa, otaczane są szczególną czcią, owijane materiałem, by oznaczyć, że to miejsce jest święte, pełne energii. Tam też składane są dary na małych podstawkach.

Obok tych tradycji i życia w harmonii z naturą, istnieje też świat rozrywkowego Bali, tego, które chyba jest jeszcze bardziej kuszące dla turystów, a zjeżdża się ich tam cała masa, szczególnie z pobliskich krajów i Australii, niemało też Europejczyków, którzy jadą tam na wypoczynek – ale parotygodniowy lub paromiesięczny. Ja byłam tam zaledwie 5 dni. Kuta to centrum rozrywki, życia nocnego, świateł, hałasu i grzybków halucynogennych. Jednak mieszkańców Bali spotkała ogromna tragedia, gdy w 2002, a potem 2005 roku dokonano tam zamachów terrorystycznych. Do dziś jest to dla nich boląca rana. Był to zamach na ich spokojne życie na jednej z najbardziej pożądanych i jednej z najpiękniejszych wysp na świecie. Po powrocie do Polski, przez ciekawe zrządzenie losu, wpadłam na książkę-reportaż „Córeńka” Wojciecha Tochmana, dzięki której mogłam bliżej poznać temat zamachów i jeszcze raz przenieść się na pachnącą, gorącą wyspę Bali – szczególnie polecam tę książkę osobom, które odwiedziły Bali (link).

Chciałabym opowiadać i opowiadać, ale już koniec! Resztę powiem na żywo na slajdowisku, pokażę zdjęcia, a wszystko zostanie nagrane i w takiej wersji trafi na blog. Do zobaczenia!

2 Comments Add yours

  1. B pisze:

    Nareszcie. Super wpis

  2. Alicja pisze:

    Dzięki! Też się cieszę, że nareszcie… 😛 Zapraszam na slajdowisko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *