Rodzina z Kostaryki cz. 2

dnia

O pięknych, bujnych lasach deszczowych, wodospadach, wybrzeżach, krokodylach i wulkanie, które mogłam zobaczyć dzięki moim gospodarzom.

Jak już wiecie, dużo zawdzięczam rodzinie Rafy, mojego przyjaciela. Pisałam w pierwszej części tej serii o wspólnych wyjazdach na farmę, na wulkan czy do domu campesinos  (zobacz artykuł -> http://www.alicjazell.pl/rodzina-z-kostaryki-cz-1/)

Rodzina Rafy była tak serdeczna i opiekuńcza, że nawet odwiozła mnie na wybrzeże do Jaco (czyt. Hako), żebym nie musiała jechać autobusem i niepotrzebnie narażać się na jakieś niebezpieczeństwo. Moje rodziny były bardzo świadome i niesamowicie wrażliwe na punkcie bezpieczeństwa, sami mówią o swoim kraju, że nie jest bezpieczny dla turystów. Oczywiście nie mogłam ignorować tych słów, ale mam też wrażenie, że to często wyolbrzymiony strach i nakręcony przez media. Mogę się mylić. O bezpieczeństwie i życiu w mieście napiszę osobne artykuły. Tak też dzięki tej ogromnej serdeczności znalazłam się pierwszy raz nad Pacyfikiem, a także widziałam krokodyle!

Natura

Dzięki moim gospodarzom doświadczyłam piękna i pierwotności kostarykańskiej natury. Oni sami bardzo cenią piękno swojego kraju i znają wiele miejsc wartych zobaczenia. Dzięki temu i ja miałam wielką przyjemność odwiedzić rezerwaty i parki, które oszałamiają swoją urodą i zielenią.

Dzięki moim znajomym tancerkom (Elenie i Claudii) pierwszy raz byłam na wyprawie na wodospad, który znajduje się w dzikiej okolicy, bez tłoku turystów i sztucznych barierek. Los Chorros, bo tak się nazywał, zrobił na mnie piorunujące wrażenie i dał poczucie niesamowitej wolności, gdy wraz z dziewczynami stałam po kolana w mroźnej, żywej wodzie i czułam na sobie wiatr stworzony siłą spadającej z ponad 40 metrów wody. Natomiast Nia (czyt. Nija) ugościła mnie w swoim domu w Cartago i zabrała do przepięknego rezerwatu Tapanti, w którym widziałam prawdziwie egzotyczne rośliny, jak to w lesie deszczowym. Jej tata był tak miły, że również zabrał mnie na przejażdżkę w części gór Cordillera de Telemanca i mogłam tam doświadczyć cudownie świeżego powietrza i czystej, źródlanej wody! Również Nia pokazała mi plantacje kawy, które widziałam po raz pierwszy w życiu.

Słynny Arenal

Kolejny region Kostaryki, ze słynnym wulkanem Arenal i jeziorem o tej samej nazwie, mogłam eksplorować dzięki gościnności Any i jej rodziny. Pojechałam do niej sama, autobusem, w bardzo deszczowy dzień. Na szczęście pogoda zmieniła się na dość słoneczną, gdy byłyśmy 200 metrów nad dżunglą, zjeżdżając na ponad 400-metrowej linie, tzw. canopy. Spróbowałam tego ekstremalnego sportu w największym tego typu ośrodku w Kostaryce (Sky Trek) i muszę przyznać, doświadczenie jedno z największych w życiu! A rozchodzące się chmury ukazały mi kawałek stożkowatego, suchego wulkanu i piękne jezioro Arenal, które powstało poprzez celowe zalanie doliny. Dlaczego – o tym w osobnym artykule. Zeszłyśmy też do słynnego wodospadu La Fortuna, nieopodal wulkanu. Masywny strumień wody, z ogromną siłą, około 70 metrów! Niesamowite! Ale jednak turystyczna otoczka zabrała urok temu miejscu. Mimo wszystko, jestem bardzo wdzięczna, że mogłam zwiedzić te tereny Kostaryki dzięki Anie!

Piękne zachodnie wybrzeże

I na koniec błękitne widoki znad Pacyfiku. Po koncercie tanecznym grupy „Tierra y Cosecha” jedna z tancerek i moich znajomych – Heilyn, zabrała mnie oraz swoją ekipę, do jej rodzinnego domu oddalonego o kilka godzin jazdy, w zachodniej części Kostaryki o nazwie Guanacaste (czyt. Buenakaste). Poznałam jej rodzinę, miałam okazję celebrować z nimi urodziny jej taty, byliśmy na spacerze na górze Świętego Krzyża, z której rozpościera się szeroka panorama okolic, skosztowałam ich kuchni (charakterystycznego różowego napoju z kukurydzy), a na koniec pojechaliśmy na piękne zachodnie wybrzeża, m.in. na plażę Samara. To było miejsce jak z pocztówki, rzeczywiście, istnieją takie! Jeden dzień, a tyle wrażeń! Wszystko dzięki Heilyn, jej przyjaciołom i rodzinie. Mam niesamowite szczęście, że znam tak wspaniałych ludzi.

Ale to nie wszystko z mojego pobytu w Kostaryce. To właściwie dopiero początek! Ciąg dalszy opowieści, wrażeń, filmów i zdjęć nastąpi! 🙂 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *