W chorwackim Rzymie – Pula

dnia

Półwysep Istria w Chorwacji był dla mnie dużym zaskoczeniem. Pula to bardzo ciekawe miasto, idealne na krótki wypad, które nie tylko oferuje wypoczynek w gorącym słońcu, ale przede wszystkim…

kryje w sobie tajemnice historii, które można odkrywać na każdym kroku. Półwysep oferuje znacznie więcej i na pewno warto, by tam wrócić i objechać najciekawsze zakątki. Przed wyjazdem zapoznałam się z informacjami o Puli, korzystając przede wszystkim z tej strony: http://www.kierunekchorwacja.pl/pula-chorwacja. Do Chorwacji wybrałam się na krótkie wakacje w lipcu, z moją siostrą Moniką. Dzięki temu, że w tej podróży nie byłam sama, możesz zobaczyć tutaj zdjęcia autorstwa Moniki, na których jestem. W końcu! 🙂 Więc jak to jest w Puli…?

Amfiteatr

Serce miasta, wciąż tętniące, ponieważ do dziś arena jest wykorzystywana do organizacji imprez. Budynek pochodzi aż z I w. n.e., a rzeczywiście jest wspaniale zachowany i niesamowitym przeżyciem jest się w nim znaleźć, mając świadomość, ile widziały jego mury. Miałam ogromną przyjemność uczestniczenia, jako widz oczywiście, w pokazie walk gladiatorów ze szkoły współczesnych gladiatorów (tak, istnieją takie!) w Puli – pokaz nazywał się Spectacula Antiqua. Prowadzący spektakl wprowadził widzów w atmosferę czasów rzymskich, opowiedział z humorem kilka anegdot i faktów, po czym przedstawił, przed „cesarzem” i jego świtą, gladiatorów, którzy tego dnia walczyli. Była to walka niereżyserowana, nikt nie wiedział, kto wygra. Rzeczywiście było to interesujące, warto wybrać się na taki pokaz.

Stare miasto

Przez cztery dni obeszłam stare miasto kilkanaście razy i znałam na pamięć wszystkie wystawy sklepowe (dużo tam sklepów, wydałyśmy majątek na pamiątki!;). Nie jest to duże miasto, ale na każdym rogu można spotkać coś ciekawego, z różnych okresów historii. Zaczęłyśmy od tuneli z I wojny światowej Zerostrasse, które służyły do przerzucania broni oraz za schron dla aż 50 tysięcy osób!, czyli całej obecnej populacji miasta. Tunele dostępne dla zwiedzających dwie krzyżujące się pod fortem nitki, obecnie dostępne są 3 wejścia/wyjścia. Zwiedzanie zajęło nam około 20 minut, w środku są umieszczone wystawy historycznych zdjęć. Może wizyta nie jest imponująca, ale nabycie świadomości, że Pula była jednym z głównych miast stacjonowania wojsk, które było również bombardowane, jest bardzo wartościowe. Dalej przeszłyśmy się, podążając za wskazówkami z mapki miasta. Po drodze bliźniaczy łuk triumfalny, dwa kościoły, plac Forum z imponującą z zewnątrz świątynią Augusta (właśnie ona m.in. była bombardowana) – dziś jest tam muzeum, ale wierz mi, w środku jest dosłownie zaledwie 4-5 eksponatów. Warto zobaczyć ukrytą między budynkami mieszkalnymi rzymską mozaikę – wspaniale zachowaną posadzkę, zachwyciła mnie! Idąc dalej, dotrzemy do Łuku Sergiusza, od którego śmiało można zaczynać zakupy – to strefa konsumpcyjna.

Wybrzeże

Kolejnym świadkiem historii jest wybrzeże, które w mieście zajmuje przede wszystkim port i stocznia (również spuścizna różnych okresów). Z portu można wypłynąć w rejs do Wenecji. Jest to przyjemne miejsce do spacerowania, wprost z wybrzeża można wejść na plac Forum i dalej przechadzać się wąskimi uliczkami. Jeśli chodzi o plaże – nie ma plaż w centrum, trzeba przejść się 20-30 minut lub podjechać autobusem. Polecam wizytę w punkcie informacji turystycznej, by zaopatrzyć się w mapkę Puli oraz półwyspu, z pewnością się przyda. Byłyśmy na kilku plażach (na wschód i południowy-wschód od miasta), ale szczerze mówiąc, wszędzie było sporo ludzi (najmniej na plaży Stoja, najwięcej w zatoczce przy Hotelu Pula). Myślę, że nie da się od tego uciec, chyba że macie czas powędrować trochę dalej od tych znanych plaż lub w ogóle pojechać w dalszą trasę samochodem. Na plażę łatwo dojechać autobusami z przystanku Giardini (to główna ulica prowadząca do Łuku Triumfalnego). Plaże są oczywiście kamieniste lub skaliste.

 Smaki Istrii

 Istria kojarzyć mi się będzie ze smakiem cierpkiego, gorzkawego białego wina, które jest lokalną dumą. Tego wina nie mogłam pić bez popijania wodą, jednak warto było spróbować. Jak wyczytałam, a potem sprawdziłam, kuchnia tego regionu jest bardzo różnorodna, ponieważ meandry historii sprowadziły tutaj wiele kultur, z których każda coś zostawiła. Dlatego wbrew pozorom kuchnia jest przede wszystkim mięsna, czego nie spodziewałam się. Najczęściej spotykana przekąska to ćevapčići, którą bardzo lubiłam i porównuję do jednego z dań jadanych w Turcji. Ja jednak postawiłam na owoce morza i ze smakiem próbowałam codziennie kolejnych morskich potraw.

Wyjedź z Puli – Park Narodowy Brijuni

Wyspy Brijuni – był to najważniejszy punkt mojej podróży! Niesamowite miejsce, bogate w wyjątkowe okazy flory i fauny, ale mimo wszystko naruszone przez człowieka – ponieważ wyspy były ulubionym miejscem jugosławiańskiego przywódcy Tito, po którym został na największej wyspie ośrodek wypoczynkowy, pole golfowe oraz safari. To ostatnie jest rzeczywiście egzotycznym miejscem – kto by się spodziewał zobaczyć na chorwackich wyspach lamy, zebrę czy słonia? Zaskoczenie niemałe, ale jeszcze większe, gdy ma się możliwość obcowania z 1600-letnim bratem-drzewem. Unikalny przykład jedno z najstarszych drzew oliwnych w basenie Morza Śródziemnego. To wciąż zielona, finezyjnie poskręcana, wydająca owoce roślina. Dla mnie było to spotkanie najwyższego stopnia!

Na wyspy Brijuni można dostać się z Puli, ale oferta obejmuje tylko opłynięcie tych 14 wysp, nie można zejść z pokładu. Zdecydowanie polecam, tak jak zrobiłyśmy z siostrą, wyjazd do pobliskiego miasta Fažana, gdzie organizowane są przez oficjalne biuro Parku Narodowego Brijuni rejsy na wyspę Wielki Brijun. Tam czeka Cię – w ramach wykupionej i zarezerwowanej co najmniej dzień wcześniej (numer otrzymacie w punkcie info) wycieczki – zwiedzanie z przewodnikiem. Wyspę objeżdża się elektryczną ciuchcią, potem jest jeszcze czas wolny. Był to naprawdę dobry wybór i świetnie spędzony czas! Wielki Brijun ma nawet ostry klimat, rzeczywiście odpowiadający safari. Można też zobaczyć charakterystyczne dla tego regionu drzewa z koroną w kształcie grzybka, nie warto zachodzić do ogrodów kwiatowych, bo są wyjątkowo mało kwiatowe i są zaniedbane. Na wyspie zobaczyć można pozostałości antycznych zabudowań. Zresztą Brijuni były zamieszkiwane już o wiele wcześniej – wyspy słyną z tego, że były terenem pierwszych plemion kilka tysięcy lat przed naszą erą! Całość tych historycznych ciekawostek, z drzewem oliwnym na czele spowodowały, że czułam się wręcz zaszczycona wizytą w Parku Narodowym Brijuni i uważam to za niezwykłe spotkanie. Podobnie zresztą jak i wizyta w Puli – czułam, że stykam się z historią, własnym dziedzictwem, przy okazji byłam w pięknym miejscu, które rozpieszcza pogodą.

Drzewo oliwne, które ma 1600 lat!
Drzewo oliwne, które ma 1600 lat!

2 Comments Add yours

  1. zelowa pisze:

    Kolejna Twoja podróż, której opis i zdjęcia zmuszają mnie do mobilizacji życiowej aby tam pojechać ☺

  2. Alicja pisze:

    Dzięki, Zelowa! Życzę miłych spotkań z gladiatorami 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *