Wiedeńskie marzenie – bal

Wiedeńskie marzenie - bal
Sala balowa w Hofburgu

Każdego roku, szczególnie w styczniu i lutym, stolica Austrii zamienia się w prawdziwie bajeczną scenę. Tak jak Koncert Noworoczny filharmoników wiedeńskich, tak i wiedeńskie bale są obiektem marzeń, jednak już na szczęście te są bardziej osiągalne.

Kiedy przyjechałam do Wiednia od razu powiedziałam sobie: jeśli tu jestem, to muszę przeżyć wiedeński bal! Dzięki mojej koleżance dowiedziałam się, że większość lokalnych uniwersytetów takie uroczystości organizuje. Przyszedł grudzień, na ulicach i w uczelnianych korytarzach pojawiły się afisze ogłaszające sprzedaż biletów. Co ciekawe, nie tylko studenci mają swoje uniwersyteckie bale, ale właściwie każda grupa społeczna czy zawodowa: bal policjantów i policjantek, bal cukierników, bal naukowców, lekarzy, myśliwych i wiele innych! (zdj. Istnieje nawet przewodnik po balach). Każdy bal odbywa się w określonych godzinach, przeważnie w bardzo znanym miejscu, ma również określony dresscode, jest przygotowany plan wieczoru, z którego można dowiedzieć się, jakie orkiestry, kapele lub jacy DJe będą tego wieczoru grać.

Ja wybrałam podobno, gdyż tak się o nim mówi, największy bal studencki organizowany przez  Universität für Bodenkultur Wien (uniwersytet o profilu nauk przyrodniczych), mimo że nie byłam studentką tej uczelni – na szczęście nie ma w tej kwestii ograniczenia.

Po odpowiednich przygotowaniach znalazłam się 23 stycznia 2015 roku o godzinie 20.10 tuż przed wejściem do pałacu Hofburg. Pałac ten do 1918 roku był centrum habsburskiego cesarstwa, a współcześnie jest siedzibą prezydenta Austrii, siedzibą kilku muzeów oraz jak widać pełni rolę reprezentacyjną jako miejsce ważnych spotkań.

Już sam hol olśniewał ogromnymi żyrandolami i czerwonym dywanem pnącym się po szerokich, marmurowych schodach. Goście, naprawdę uroczyście ubrani, tłoczyli się tuż za wejściem, witając się ze znajomymi i podziwiając piękny wystrój. Na piętrze znajdowało się więcej sal, ostatecznie doliczyłam się siedmiu, ale wszystkie te pomieszczenia pozostawały w cieniu przeogromnej sali głównej, w której odbyło się uroczyste otwarcie. I jeszcze jedna sala zrobiła na mnie duże wrażenie – sala lustrzana.

Nie jestem w stanie powiedzieć, ile osób przybyło tego wieczoru, myślę, że liczba 500 nie wyraża tego ogromu. Gośćmi byli studenci, wykładowcy, ich rodziny, przyjaciele i współpracownicy uniwersytetu, widziałam też rodziny – studenci z rodzicami albo na odwrót, ważne osobistości ze swoimi dziećmi. Jedni ubrani w nienagannie dopasowane garnitury, fraki czy długie powabne suknie, ale co szczególne, bardzo wiele osób było ubranych w tradycyjne, bardzo popularne tutaj stroje – mężczyźni nosili Lederhose na szelkach ze wszystkimi dodatkowymi elementami, takimi jak zielona, gruba marynarka, długie skarpety, kapelusz. Kobiety zaś założyły Dirndl lub Tracht – to dwie nazwy tego samego ubioru – austriacka (jak i bawarska) sukienka z dużym dekoltem, który na pewno nie mnie, ale mężczyznom przypadł do gustu. Ten tradycyjny zestaw Austriacy zakładają bardzo często, pierwszy raz zauważyłam to w czasie Oktoberfest w Wiedniu. (zdj.)

Najlepsi studenci BOKU otworzyli bal marszem. Później pokazali kilka tańców austriackich. Dopiero potem nastał czas długo wyczekiwanego walca. Taniec rozpoczęli rektorzy uniwersytetu, później dołączyli pracownicy, a na koniec wszyscy goście zaczęli wirować na ogromnym parkiecie. Niesamowite!

Bal trwał do godziny 5.00, w tym czasie goście wędrowali między salami, w każdej królował inny rodzaj muzyki. Orkiestry i kapele zmieniały się co jakiś czas, na parterze otwarto dwie duże sale z muzyką bardziej imprezową. Nie nudziłam się tego wieczoru! Kilka razy zostałam zaproszona do tańca przez mężczyzn w różnym wieku i o różnym statusie, co jest, uważam, zwyczajem wyłącznie balowym – niespotykanym i wyjątkowym!

Pod koniec całej tej uroczystości już tylko siedziałam szczęśliwa w loży, obserwując zgrabnie tańczących gości i napawając się jeszcze pięknem wokół – zapierającą dech w piersiach salą oraz idealnie dopasowaną taneczną muzyką orkiestrową. Choć było to wydarzenie, w które rzeczywiście trzeba było zainwestować pieniądze i czas, to było, zapewniam!, warte przeżycia. Wszechobecne uśmiechy, wspaniała atmosfera, nienaganny ubiór i zachowanie. Wbrew moim obawom nie było to spotkanie sztywne ani sztuczne, nie na pokaz. Goście naprawdę fantastycznie się bawili i widać było w nich niekłamaną radość i przyjemność z tego, że tam są. Ja również wspaniale spędziłam ten czas, czując się jak w przepięknej, kolorowej bajce, mimo iż myślałam, że nigdy nie ziści się marzenie o prawdziwym balu.

Nie ma co szukać wymówek, każdy może kupić bilet i przyjechać do Wiednia, przeważnie nie jest to nieosiągalny wydatek ani gra na loterii (jak w przypadku biletów na Koncert Noworoczny filharmoników wiedeńskich), a Wiedeń przecież nie leży na końcu świata! Zawsze mnie intrygowało, że wiele moich (i Twoich) „nierealnych” marzeń stanowi już czyjąś rzeczywistość, wręcz nudną codzienność, a dla nas to jak film sci-fi! Naprawdę potrzeba mniej niż się wydaje, by te wyobrażenia stały się również naszą rzeczywistością. Zachęcam do udziału w balu, niech ten tekst będzie inspistacją. Bal… Tak, choćby raz w życiu! Warto!

10 Comments Add yours

  1. Zellowa pisze:

    Alu czytając ten tekst prawie słyszę gwar bawiących się ludzi i dźwięki muzyki. Dziękuję, że dzięki blogowi stajesz się inspiracją dla wielu i pokazujesz, że marzenia się spełniają. Jestem pełna podziwu i dumy.

    1. Alicja pisze:

      Dziękuję, Zellowa :*

  2. O matko, wygląda to niesamowicie. To musi być fantastyczne przezycie wziąć udział w takim balu, poczuć ten klimat. Sale wyglądają przepięknie, ta muzyka, te stroje. To się nazywa zabawa na wysokim poziomie. Cudowna tradycja 🙂

    1. Alicja pisze:

      Tak, to niesamowita tradycja! Szkoda, że nie ma takiej w Polsce. 🙂

  3. Rykoszetka pisze:

    Brzmi naprawdę magicznie! Piękne budynki i zwyczaj, którzy jak widać Austriacy bardzo pielęgnują!

    1. Alicja pisze:

      O tak, architektura to też coś specjalnego w Austrii. Wszystko takie cesarskie… 😉

  4. Barakuda pisze:

    Woow! Wiedeń jest na mojej liście miejsc do odwiedzenia bardzo wysoko, a taki bal to chyba szczyt marzeń większości dziewczyn, poczuć się jak księżniczka. 😀 Dla mnie to miasto ma w sobie pewną magię, tak po prostu.

    1. Alicja pisze:

      Wiedeń nie jest tak daleko, życzę, by plan odwiedzenia tego miasta się spełnił. 🙂

  5. blogierka pisze:

    Poczuć się jak księżniczka- bezcenne! 😀
    Ja nie umiem tańczyć klasycznie, więc pewnie czułabym się nie na miejscu,
    ale bardzo chętnie zobaczyłabym to wszystko na własne oczy :).

    1. Alicja pisze:

      Hm, nie czułam się jak księżniczka, bo jeśli tak, to było ich tam setki, ale wrażenie zdecydowanie niepowtarzalne! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *