Zapach miasta – Lizbona

Zapach miasta - Lizbona
Zapach miasta – Lizbona – z Karoliną przy Wieży Betlejemskiej.

Długo nie potrafiłam dostrzec wielu aspektów miejsc, które odwiedzałam i oczywiście wciąż się tego uczę – czasem obserwuję ludzi w ruchliwym tłumie, czasem chodzę z głową zadartą do góry, by podziwiać fasady kamienic. Ale od kiedy spędziłam chwilę w Lizbonie, już zawsze zwracam uwagę na coś równie specyficznego, bo w Lizbonie zyskałam kolejny zmysł – zmysł węchu.

Stolicę Portugalii odwiedziłam wraz z zespołem tanecznym, wracając z festiwalu na czarujących Azorach (osobny artykuł) – było to w sierpniu 2012 roku. Jak to ze mną przeważnie bywa, nie pisałam notatek z podróży, a po kilku latach pamiętam tylko część rzeczy, które widziałam. Niestety! A więc nauczyłam się tego: zawsze trzeba pisać notatki w czasie wyjazdu, przynajmniej hasłowo, nazwy odwiedzonych miejsc. Mimo tego, spróbuj poczuć ze mną choć trochę zapach Lizbony…

To miasto z pewnością jest miejscem, do którego chcę zawitać jeszcze raz – wspaniała aura, upalne słońce, które nigdy nie przeszkadza mi w długich wędrówkach po mieście. Architektura, a właściwie lokalizacja miasta zachwyca, bo dzięki wielu wzniesieniom można zobaczyć miasto z różnych perspektyw, szczególnie ciekawa jest ta, gdy fasady czy dachy budynków nakładają się na siebie. Niestety straciłam część zdjęć, więc mogę jedynie opisywać widoki, a nie pokazywać.

Zobaczyliśmy główne atrakcje, ale niestety większość tylko z zewnątrz, główny dzień zwiedzania przypadł na poniedziałek, który, jak wiadomo, jest międzynarodowym dniem wolnym dla pracowników muzeów i obiektów zabytkowych. Ale i z zewnątrz zabytki Lizbony olśniewają! Niedaleko pięknego klasztoru Hieronimitiów znajduje się niesamowite historyczne miejsce, które zrobiło na mnie największe wrażenie! Torre de Belém – czyli Wieża Betlejmska, która jest żywą pamiątką czasów Wielkich Odkryć Geograficznych (główne zdjęcie). Stoi w falach Atlantyku i dumnie daje znać, że to właśnie między innymi tutaj rozpoczęła się największa przygoda ludzkości – poznawanie kolejnych kontynentów! To stąd wypływali w pięknych karawelach Ferdinand Magellan, Vasco da Gama czy Bartolomeo Diaz! Nie dziwi mnie więc, że wieża ta znalazła się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Stać przed takim zabytkiem ludzkości było doświadczeniem naprawdę niesamowitym! Kilkadziesiąt metrów dalej wzdłuż brzegu stoi ogromny Pomnik Odkrywców, który zawiera postaci wszystkich największych podróżników i odkrywców pochodzących z Portugalii.

Całkiem zabawnie było odwiedzić Oceanarium i nieco dalej znaleźć się u stóp kolejki nadziemnej, a właściwie nadmorskiej, czyli wyciągu, z którego można było podziwiać panoramę miasta – oczywiście, że odbyłam taką powietrzną podróż! Potem podziwiałam palmy bananowe i inne egzotyczne rośliny w parku ciągnącym się wzdłuż wybrzeża. Zresztą nie tylko tam piękne ogrody i parki zapierają dech w piersiach. Klimat Lizbony jest prawdziwie południowy! Nad wybrzeżem górują również dwie wieże z hotelami – podobno o kształcie płynącej karaweli 😉 Co Wy o tym myślicie?

Nie bez przyczyny na koniec zostawiłam kilka zdań na temat bardzo ważnego placu Lizbony – Praça do Comércio (Plac Handlowy). U ujścia rzeki Tag rozpościera się piękny, ogromny plac z pomnikiem na środku, a z tyłu zamyka go ogromny łuk triumfalny Arco de Rua Augusta. Plac – to miejsce daje uczucie nieogarniętej przestrzeni, a co najlepsze, jego brzeg wchodzi bezpośrednio w ocean (właściwie cieśninę), więc tak jakby… nie ma końca, bo wydaje się, że tafla wody jest kontynuacją powierzchni placu. Już częściowo w wodzie stoją dwie kolumny, które nazywa się „Bramą Morza”. Nie mogę potwierdzić tego w żadnym źródle i nie znalazłam niczego o tym w Internecie, ale właśnie tę ciekawostkę ze zwiedzania zapamiętałam.

"Brama morza"
„Brama morza” – z Paulą i Maćkiem

I nareszcie zapach! Do tego momentu podróży nie czułam niczego wyjątkowego, może niemiłe zapachy w Oceanarium, może specyficzny zapach „fizjologicznej” bytności człowieka w wąskich uliczkach, ale tym razem to było coś wyjątkowego! Nastał wieczór, a wraz z mrokiem rozpoczynało się życie nocne miasta. Przechadzaliśmy się już nieco wolniejszym krokiem, wsłuchując się w muzykę ulicznych grajków, a nie brakowało ich tam. Przeszliśmy z placu przez wspomniany łuk triumfalny i znaleźliśmy się na Rua Augusta, czyli głównym deptaku. Mijaliśmy wiele osób, muzyków, również bezdomnych. Po obu stronach deptaku piękne kamienice, a pod nogami lśniący, bo „wypolerowany” przez buty milionów turystów bruk, wtedy odbijał żółte światło ulicznych latarni. W tym momencie poczułam prawdziwy zapach miasta – zmęczony, ale wciąż pełen życiowej energii gotowej na wyzwania nocy – spacery, godziny spędzone w kawiarniach i rozmowy w tłumie turystów. Ten zapach nie był ani ładny, ani niemiły – było w nim zbyt wiele cząstek, by to stwierdzić – ale uwielbiam go. To zapach ludzi, ich ekscytacji i wrażeń, wymieszany z oceaniczną bryzą, który można poczuć tylko po zmroku. Wtedy wszystko wygląda i pachnie inaczej, wtedy powietrze nie jest już przegrzane słońcem, ale tak jakby odtaja, wtedy powietrze zaczyna naprawdę oddychać – odpoczywa głębokimi wdechami. To jest ten zapach, który sprawił, że zaczęłam „czuć” inne miejsca i  sprawił, że Lizbonę pamiętam właśnie tak. Dlaczego akurat to miasto, a nie inne? Nie wiem – to jest właśnie urok podróży.  🙂

Wszechobecne koguty
Wszechobecne koguty – symbol Portugalii

13 Comments Add yours

  1. Jakub pisze:

    Niesamowita infrastruktura Lizbony: budynki, place – jedno wielkie wow. Sam fakt, że stolica leży tak blisko morza jest olbrzymim atutem. Patrząc na Twoje zdjęcia, mogę szczerze pozazdrościć. 🙂 Co do strony: to chyba WordPress prawda? Niby prosta w wykonaniu (na pewno od strony korzystania ze smartfona) ale jakże ciepła i rzeczywiście bardzo osobista, co sama z resztą podkreślasz. Myślę, że będę tu zaglądać chociażby ze względu na ciekawe zdjęcia.

    1. Alicja pisze:

      Dzięki, Jakub. Tak, to Wordpress. Cieszę się, że się podoba!

  2. Agata pisze:

    Ala, jaki wspaniały opis. Szkoda, że Korea była moim ostatnim wyjazdem z MG. Takie ciekawe kraje mnie ominęły. Ja na swoim blogu też opisuję niektóre z naszych wyjazdów. Mam gdzieś nasze wspomnienia z wyjazdu do Bułgarii, zastanawiam się czy mogę je opublikować.

    Zapraszam do mnie http://www.mylife-mytransformation.blogspot.com

    Pozdrawiam serdecznie,

  3. Alicja pisze:

    Cześć, Agato! Dzięki, że weszłaś na blog! Nie wiedziałam, że Ty też piszesz. 🙂 Już zajrzałam do Ciebie. Byłaś w zespole zdecydowanie dłużej ode mnie, więc na pewno widziałaś jeszcze więcej niż ja, super! Mnie też zawsze mało… Ale teraz podróżuję sama, kiedy mogę. Choć wciąż współpracuję z zespołem, ale na innym poziomie niż wcześniej, nie wyjeżdżam z MG. Muszę przyznać, że zespół to jednak wspaniała możliwość zwiedzania świata. Na pewno MG zaszczepiło we mnie tę ciekawość świata i otwartość. Myślę, że wiesz, o czym mówię. 😉

  4. Agata pisze:

    Ja teraz podróżuję trochę inaczej, bardziej aktywnie. Muszę przyznać, że gdyby nie MG byłabym zdecydowanie mniej światowa :). Wywołuję teraz zdjęcia z wyjazdów i wspominam jak to było na tych wszystkich festiwalach. Myślisz, że możemy opublikować te wspomnienia z Bułgarii, co wspólnie napisałyśmy? Mam je zachowane w oryginale.

    1. Alicja pisze:

      Myślę, że możesz, bo przecież sama jesteś autorką. 🙂 Co zrobisz z wywołanymi zdjęciami? Ja kiedyś wywołałam i zrobiłam antyramy na ścianę, ale już nie mam więcej miejsca, hi hi 😉

      1. Agata pisze:

        Jest ich tak dużo, że zbieram do albumu. Lubię czasami usiąść i spokojnie wszystkie przejrzeć jak mam chwilę wolnego 🙂

  5. Asia pisze:

    Fajny artykuł. 🙂 Lizbonę odwiedziliśmy zupełnie na spontanie – podróżując po Hiszpanii, wsiedliśmy w nocny autobus i rano zajadaliśmy już sardynki. 🙂 To fantastyczne miasto. Moim zdaniem jedno z najpiękniejszych i najprzyjemniejszych w Europie. 🙂 pozdrawiam!

    1. Alicja pisze:

      Hej 🙂 Zgadzam się, to miasto „must see” w Europie. A wyjazdy na spontanie są bardzo przyjemne! Widziałam Twój (Wasz) blog, jestem pod wrażeniem, będę zaglądać. 🙂

  6. Moje ukochane miasto! Dla mnie Lizbona pachnie grillowanymi sardynkami, winem, słoną wodą 🙂

    1. Alicja pisze:

      Zapachu grillowanych sardynek nie uraczyłam, ale w takim razie mam po co wracać do tego miasta! 😀 Dzięki za wpis i cieszę się, że zajrzałam na Twój blog, bardzo inspirujący!

  7. Dominik pisze:

    Super zdjęcia <3 Wygląda na świetną przygodę. 😀

    1. Alicja pisze:

      Dzięki, żałuję, że nie zachowałam ich więcej. Ale będę dbać o to przy kolejnych podróżach. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *